piątek, 22 grudnia 2017

LIST 4 | SPALONE PIERNICZKI

     Jest 23 grudnia godzina 1:31. Przed chwilą przestałam krzątać się po domu, włączyłam radio, nałożyłam krem na twarz i wsunęłam się pod (tak wyczekiwaną) kołdrę. O tym liście myślałam już podczas mycia zębów i nawet wtedy, gdy rozładowała mi się szczoteczka, ja zastanawiałam się tylko nad kolejnymi słowami. Podłączyłam ją w końcu do ładowania? Nie pamiętam. Aj.
Jutro Wigilia. Tak. 
Wszystko już mam gotowe? Jak obchodzę? Co dostanę? Mało istotne pytania, według mnie. Bardziej powinnam skupić się na uczuciach. Ale kogo to obchodzi? To już takie przereklamowane. Ten cały smutek i ciągłe narzekanie na wszystko zobojętniły ludzi. Więc może lepiej będzie, gdy po prostu stwierdzę, że 24-go jem obiad z rodziną. (Interpretuj to jak chcesz.) Będą nawet uszka. Naleję barszczu, żeby babcia była zadowolona i odpakuję niezasłużone prezenty. Szczerze nie powinnam nic dostać. To głupie.
Za brzdąca wszystko było bardziej kolorowe. Choinka bardziej prosta, śnieg bardziej puszysty i te pierogi tak równo ulepione. Teraz wszędzie błoto, pośpiech i rozgotowane uszka z marketu. Yhy - święta. :))
Dzisiaj upiekliśmy pierniki. Było z 20 blaszek. Zjadłam od razu parę na ciepło z pastą piernikową. Może i przesada smarować piernika 'piernikiem', ale trudno. Z rana pojadę na zakupy, ubierzemy choinkę, ozdobimy pierniki, posprzątamy, poukładamy ozdoby. To jest właśnie ten przedświąteczny spokój?

A ty?

Love,
x M.


Adres zwrotny:
Raya@onet.eu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz