Bardzo lubię pisać zagadkowo. Właściwie mogłabym stawiać kropkę po każdym słowie, aby każdy mógł tworzyć swoją interpretację. Tak. Już. Mam.
Jeżeli chodzi o grę na emocjach, to jestem straszną hipokrytką. Lubię sprawiać, że ludzie myślą nad tym co powiedziałam, zastanawiają się, czy powinni coś zrobić. Nienawidzę jednak, kiedy to działa w drugą stronę i to ja siedzę godzinami cicho, patrząc zamyślona w ścianę. Nienawidzę.
Prawda jest jednak taka, że zawsze sprawdza się tylko ten drugi scenariusz. Nie pamiętam, aby ktoś kiedyś rozważał dłużej moje słowa lub działania. W sumie już się przyzwyczaiłam. To źle?
Za szybko przywiązuję się do ludzi, zbyt szybko zaczynam im ufać. Wystarczy, że ktoś przez parę godzin będzie miły i nie popełni żadnej gafy, a w mojej głowie już tworzy się "obraz idealny". Z tą osobą nigdy nie będzie problemów, pewnie zostaniecie przyjaciółmi, jest taka zabawna i cię zrozumie - mówi mój mózg malując kolorowy obrazek. Potem jednak coś musi się wydarzyć i czar pryska. Przez pewien czas mózg jeszcze walczy, no bo kurcze nie po to tak dopracowywał ten idealny, kolorowy obrazek. Fakty i czyny biorą jednak górę i po czasie (z moich magicznych obliczeń około 2-3 tygodnie) cała sytuacja robi się irracjonalna, a ja dostrzegam wady tej "idealnej postaci". Boże. Jestem taka dziwna.
Nie wiem o co dokładnie chodzi mi w tym liście. Jestem po prostu własnie na tym końcowym etapie pt. "Sherlock Holmes aktywacja - 10 wad znalezione". Siedzę, piszę i się śmieję, bo dokładnie pamiętam, jak jakiś miesiąc temu (?) biłam się w pierś z pytaniem "co poszło nie tak?!" i "kiedy w końcu nauczę się obchodzić z ludźmi?!"
Dziś chyba pierwszy raz na poważnie,
Love,
xM
adres zwrotny:
Raya@onet.eu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz